W Lublinie przebywalem w dniach 12-19 - mialem okazje obejrzec trzecia juz odslone Jarmarku Jagiellonskiego. Ze smutkiem musze stwierdzic, ze nasz miejscowy Jarmark Dominikanski wypadl bardzo slabo w porownaniu do Jarmarku organizowanego w Lublinie. Przede wszystkim jak to sugerowali organizatorzy - jarmark mial miec charakter kupiecko-artystyczny i to zostalo zachowane. Strona kupiecka - sprzedawane byly tylko lokalne - i nielokalne towary - przewaznie rekodziela, niektore wyrabiane na miejscu - mozna bylo spotkac kowala trudniacego sie kowalstwem artystycznym, tworcow wyklinowych koszykow i innych dziwnych ludowych 'zabawek'. Wszedzie odbywaly sie koncerty - oczywiscie muzyka ludowa zespolow z Ukrainy, Litywy, Polski itd. Pierwszego dnia atrakcja byl orszak zlozony z wielkiej drewnianej kury (kura trojanska ?
Oczywiscie nie sam Jarmark i Lublin byl tutaj okazja. Wspomnialem o bazie wypadowej do innych ciekawych miejsc - nalezy tu wspomniec o:
- Pulawach i calym kompleksie parkowym Czartoryskich (w stylu angielskim) (polecam - szczegolnie jesienia musi byc tam pieknie)
- Naleczowie - sa tutaj dwa ciekawe muzea - Zeromskiego / Prusa oraz caly kompleks parkowy z pijalnia wody ze zrodelek
- Kazimierzu (nad Wisla
- Kozlowce - tu znajduje sie takze kompleks parkowy (tym razem na styl francuski) z palacem Zamoyskich - przy okazji mozna sobie obejrzec powozownie (do konca pazdziernika), muzeum socrealizmu - (jesli ktos 'lubi' klimaty z wujkiem Stalinem i tow. Bierutem w tle
Nie starczylo niestety czasu na obejrzenie skansenu w Lublinie i wyjazd do Zamoscia - no jeszcze kiedys bedzie okazja.